Warsztaty fotograficzne – na co zwrócić uwagę przy wyborze?

Witajcie,

Do napisania postu o takiej tematyce zbierałam się dość długo. Tworzę go z myślą o osobach, które rozważają opcję poszerzania swojej fotograficznej wiedzy właśnie w ten sposób. Na co zwracać uwagę przy wyborze konkretnej oferty, jakie są ceny, jak wyglądają w praktyce takie zajęcia? – na te pytania postaram się szczegółowo odpowiedzieć w kolejnych akapitach.

ILE TO KOSZTUJE?

Przeważnie ceny warsztatów wahają się w granicach od 100zł do 2000zł. Rekordziści, czyli rodzeństwo fotografów z DR5000 zaproponowało kiedyś kwotę 5000zł, co wywołało falę oburzenia wśród zainteresowanych ofertą czytelników. Jeśli zaś śledzimy wieści z fotograficznego świata, na stronach producentów sprzętu foto możemy dowiedzieć się o kursach darmowych organizowanych z ramach autopromocji.
Jednym z czynników decydujących o cenie jest to, czy warsztaty są jednodniowe, czy kilkudniowe. Te drugie zazwyczaj obejmują też koszty wyżywienia i zakwaterowania. Możemy wybierać wśród ofert warsztatów grupowych (te są tańsze) lub indywidualnych dopasowanych do naszych potrzeb.
MOJE PIERWSZE W ŻYCIU WARSZTATY FOTO-OBRÓBKOWE
Na udział w pierwszych warsztatach zdecydowałam się w czerwcu 2013 roku. Początkowo w planach miałam tylko kurs obróbki RAWów w Adobe Lightroom, ale kiedy okazało się, że w tym samym dniu jest możliwość wzięcia udziału w zajęciach z podstaw obsługi aparatu, zmieniłam zdanie i zapisałam się na pakiet złożony z dwóch modułów. 
Warsztaty organizowane były przez założyciela nieistniejącego już Polskiego Stowarzyszenia Fotografów Zwierząt. Jak nietrudno zgadnąć, to właśnie tematyka fotografii psów interesowała mnie w tamtych czasach najbardziej. Gdy tylko dowiedziałam się o tym, że takie przedsięwzięcie jest organizowane w stolicy, nie wahałam się ani chwili i dokonałam rejestracji.
Część I – Kurs obsługi aparatu
Na początku napiszę kilka słów na temat pierwszej części, czyli podstaw obsługi aparatu. Zanim udałam się na dokształcanie, przeczytałam już kilka książek na temat ekspozycji, kompozycji, przewertowałam prawie od deski do deski instrukcję aparatu, metodą prób i błędów próbowałam się sama dowiedzieć, o co chodzi w korzystaniu z trybów A, S, P czy M. Minimalną wiedzę na temat podstaw fotografii już posiadałam i tu okazało się, że kurs za bardzo nie wykraczał poza to, czego nauczyłam się z książek. Gdyby nie to, że zdobyłam materiał do dalszej części kursu, czyli do obróbki, mogłam sobie tę część kursu odpuścić. Nie wniosła ona praktycznie nic nowego do mojego zasobu wiedzy. Na plus zaliczam poznanie pozytywnie zakręconych na punkcie fotografii ludzi, których poczynania śledzę na bieżąco obserwując ich rozwój na profilach facebookowych oraz innych miejscach w sieci.

 
Część II – Kurs obróbki plików RAW w Adobe Lightroom

Część drugą mogę a to uznać za jedną z najbardziej wartościowych lekcji, w jakich miałam okazję uczestniczyć. Tak się złożyło, że warsztaty były indywidualne, bo ktoś zrezygnował w ostatniej chwili. Koniec końców miałam ten komfort, że program był dopasowany do tego, co już wiedziałam, a czego jeszcze nie i tylko na tych drugich zagadnieniach opierały się ćwiczenia praktyczne. Marcin uświadomił mi, dlaczego moje zdjęcia są na forach krytykowane za przesadzoną kolorystykę (brak dobrego monitora do obróbki), wyjaśnił w jaki sposób dopasowywać opcje poszczególnych suwaków w LR, aby osiągnąć zamierzone efekty obróbkowe oraz jak powstają fotografie, na których psiaki mają tak bardzo hipnotyzujące spojrzenia pełne blasku. 
WARSZTATY FOTOGRAFII PODRÓŻNICZEJ
Drugie warsztaty, w których miałam okazję uczestniczyć, zostały zorganizowane przez producenta sprzętu, z którego korzystam, czyli firmę Olympus Polska. Gdy tylko dowiedziałam się, że taki kurs jest planowany i do tego osobą prowadzącą jest Marcin Dobas, który kiedyś przywrócił mi wiarę w to, że jednak w fotografii mogę coś zdziałać, nie miałam żadnych wątpliwości co do tego, że muszę się tam znaleźć. Za warsztaty nie trzeba było płacić, o zapisach decydowała kolejność zgłoszeń. Fotografia podróżnicza na pewno nie jest tym, co mnie fascynuje, dlatego mogłoby się wydawać, że tematyka będzie zupełnie nietrafiona. Nic bardziej mylnego. Marcin ma dar przekazywania wiedzy w rzeczowy i interesujący sposób. Program był bardzo dokładnie przemyślany i obejmował zagadnienia zaawansowane i choćby z tego względu nie żałuję ani jednej chwili, którą spędziłam na kursie. Były to zajęcia czysto teoretyczne prezentowane w formie wykładu i wspomagane mnóstwem wartościowych slajdów. Omówione zostały zagadnienia dotyczące ustawień sprzętu, wykorzystania światła, planowania fotograficznych wypadów w zależności od warunków atmosferycznych, czy nawet kwestie wydruku zdjęć w różnych formatach.
WARSZTATY FOTOOBIEKTYWNE
W tym roku przyszła kolej na wybór kolejnych warsztatów. Rozważałam różne opcje, zarówno pod kątem tematyki, jak i zagadnień obróbkowych. Zależało mi na tym, aby były jednodniowe (kwestia dojazdów, noclegów), obejmowały pracę w Photoshopie, którego dotychczas używałam jedynie do projektów graficznych, oraz tematycznie były zgodne z tym, czego w fotografii poszukuję. I kiedy już już byłam bliska zrezygnowania z dalszych poszukiwań, przypomniałam sobie, że w odległych czasach w blogowym świecie foto-grafek spotkałam się z ofertą Fotoobiektywnej. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że taka tematyka będzie mnie interesować (fotografia dziecięca), teraz okazało się, że perfekcyjnie wpisuje się w moje edukacyjne zapotrzebowania :-). Przejrzałam portfolio, gdzie na zdjęciach oprócz dzieciaczków przewijało się całe stadko mniejszych lub większych zwierzaków i wiedziałam dokładnie, że zdecyduję się na warsztaty u Kasi. Z oferty wybrałam opcję indywidualną jednodniową, po to, aby uniknąć sytuacji, z którą miałam do czynienia w przypadku kursu obsługi aparatu. Taka wersja jest droższa, ale jest jeden wielki plus: mam pewność, że będzie idealnie dopasowana do preferencji osoby biorącej udział w warsztatach.

Co mogę napisać o fotoobiektywnym świecie? Kasia jest bardzo sympatyczną osobą, więc nauka przebiegała w bardzo miłej i luźnej atmosferze, ale nie był to czas stracony i każda chwila była dokładnie rozplanowana. Zanim pojawiły się małe modelki, był czas na omówienie portfolio, otrzymałam mnóstwo wskazówek, co poprawić, na co zwrócić uwagę w przyszłości, jak zmienić perspektywę i kąt widzenia, aby zdjęcia były ciekawsze (ach, to moje zamiłowanie do wąskich kadrów, z którego tak ciężko mi się przestawić na inny tryb pstrykania ;-)). Poznałam sekrety obróbki w Photoshopie i choć pewnie nadal pozostanę przy swoim własnym stylu, to niektóre elementy na pewno nie raz się przydadzą w fotografii dziecięcej, gdzie pastelowe odcienie tworzą baśniowy klimat zdjęć.

NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ PRZY WYBORZE WARSZTATÓW?
W pierwszej kolejności o wyborze powinna decydować tematyka zdjęć tworzonych przez osobę, która warsztaty prowadzi – dobierajmy ją pod kątem naszych własnych zainteresowań. Druga istotna kwestia to poziom zaawansowania – szukajmy tych kursów, które odpowiadają naszej aktualnej wiedzy, żeby uniknąć sytuacji, gdy udział w nich okaże się stratą czasu i wkładu finansowego. Czasem warto zapłacić więcej za warsztaty indywidualne i uzyskać pomoc, na której faktycznie nam zależy niż trafić na kurs, z którego nie skorzystamy w takim zakresie, na jaki liczymy.
CZY WARTO ROZWAŻYĆ TAKĄ FORMĘ NAUKI?

Zdecydowanie tak! Dlaczego? Ucząc się samodzielnie wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie dostrzec, nie zdajemy sobie sprawy z niedociągnięć. Zamieszczając zdjęcia na forach możemy spotkać się z wieloma wartościowymi radami, ale też i z całą masą mało konstruktywnej krytyki od osób, o których twórczości wiemy niewiele. W przypadku warsztatów bazujemy na wiedzy artystów, których podziwiamy, podglądamy ich pracę od kuchni i uzyskujemy wiele cennych rad wynikających z wieloletniego doświadczenia.

Jestem ciekawa, czy braliście kiedykolwiek udział w takich warsztatach (jeśli tak, to napiszcie kilka słów w komentarzu, czy jesteście zadowoleni z formy i zagadnień merytorycznych), albo może planujecie udział w przyszłości (jakie to byłyby warsztaty, kto miałby je poprowadzić?). Czym kierowalibyście się przy wyborze kursów? Czy bardziej zależałoby Wam na zagadnieniach z fotografii, czy może z obróbki?

  • Ja bym chciała iść na jakiś kurs. W zeszłym roku już było blisko, ale wylądowałam w szpitalu, a w moim mieście ostatnio cisza…

    • A może jest jakaś oferta w pobliżu poza Twoim miejscem zamieszkania, którą warto rozważyć? :-)

  • Bardzo umiejętnie poruszyłaś ważne kwestie w wyborze warsztatów i kursów. W pełni się z Tobą zgadzam, że żaden kurs ani warsztaty nie zastąpią własnego zaangażowania w rozwijaniu tej pasji. Jeśli jedno z drugim idzie w parze, to sukces gwarantowany :) Pozdrawiam i dziękuję za bardzo mądrą treść!

    • Proszę bardzo :-).

  • Nie gniewaj się Husky, ale nie wyobrażam sobie warsztatów np. fotografii podróżniczej, czy przyrodniczej wyłącznie w formie wykładów. To dla mnie jakaś, przepraszam za wyrażenie, ściema dla kasy. W sali nigdy nie nauczysz się tego, co daje teren. Może to jest jakaś propozycja dla dzieci i totalnych laików, ale nie dla kogoś, kto w miarę poważnie zastanawia się nad, tego typu, fotografią.

    • Wojtku, jakbyś dobrze prześledził bloga Marcina, to znajdziesz tam również ofertę warsztatów terenowych: Islandia, Norwegia, czy Karkonosze ;-). Każdy wybiera to, co akurat mu pasuje. Ja siebie w czatowni nie widzę, za to z przyjemnością wysłuchałam wykładu na temat zaawansowanych spraw technicznych, które odnieść można do każdego typu fotografii, nie tylko podróżniczej. Owe wykłady nie były ściemą dla kasy, bo były darmowe, nikt za nic nie płacił, chyba, że firma Olympus za wynajem sali :-). Zapewniam Cię też, że dzieci nic by z wykładów nie zrozumiały, ba, początkujący w dziedzinie fotografii również, bo pojęcia były dość zaawansowane i nie dotyczyły wyłącznie fotografii przyrodniczej. Możesz zajrzeć na bloga Marcina i przekonać się, jakie zagadnienia są tam poruszane.

  • Jestem samoukiem, który uczył się na zasadzie prób i błedów i byle do skutku. Wielokrotnie zastanawiałam się nad warsztatami tego typu, jednak kiedy już uzbierałam pieniądze wolałam je przeznaczyć na sprzęt. Jeszcze dwa lata temu sama szukałam warsztatów z fotografii sportowej, jednak albo odległość była barierą albo portfolio osoby prowadzącej. Zresztą, nie kryjmy się, mało spotykane są warsztaty z fotografii sportowej. Tym sposobem zaprzestałam szukania tego typu form nauki. Postawiłam nadal na metodę prób i błędów. Nie robię jakiś rewelacyjnych zdjęć, jednak w tym co robię mam zatrudnienie i jestem z tego dumna, ot tak, po prostu. Znając "problem" małej ilości fotowarsztatów sportowych oraz małej ilości osób do których można się zgłosić o głupią radę w tym temacie sama chętnie zapraszam na mecze koszykówki z poziomu parkietu w formie fotografa, robię to nieodpłatnie, bo nie uważam, że moja wiedza i umiejętności są na tyle duże żeby zarabiać na pomocy komuś, jednak ciesze się, kiedy ktoś raz na jakiś czas się do mnie zgłosi :)

    • Masz rację, chyba ciężko spotkać oferty warsztatów fotografii sportowej, a przynajmniej ja nigdzie się na takie dotychczas nie natknęłam. Miałam okazję pobawić się kilka razy i robić fotorelację z meczów siatkówki. Przyznaję, że ciekawy to rodzaj fotografii, a satysfakcja z uchwyconego momentu jest dość duża :-). Nie mam odpowiedniego obiektywu do sportów, ale krótsza portretówka daje radę.

    • Satysfakcja z momentu to jedno, a uchwyć coś, co inni fotografowie przegapili – to jest sztuka i radość haha :P
      mi wiele osób mówiło – gdzie 50tka zdjęcia z meczu, brak zoomu, za szeroki bedzie momentami, a przysłona 1.8 nie dość, że nie nadąży AF to zbyt płytko, stanowczo zbyt płytko, przymykaj do 2.8
      dobrze, że jednak nie posłuchałam tych osób – poprzedni sezon cały zrobiłam na 50tce z przysłoną 1.8 i moim zdaniem nie wyszło tak źle :)
      W tym roku poszerzyłam ilość obiektywów o 28-75 2.8 macro, niby macro i niby znów nie stricte sportowe 70-200 a daje rade i to całkiem nieźle ;)

    • Ja też preferuję 1.8f i na większych wartościach nie działam. Nie używam lampy i tak niska przysłona mnie trochę ratuje w niedoświetlonych pomieszczeniach. Ogniskowa w granicach 45mm-50mm (w zależności od rodzaju aparatu) myślę, że jest w sam raz do meczów rozgrywanych na halach sportowych, dlatego, że tam nie ma aż tak dużej odległości dzielącej fotografa i zawodników. Mi dłuższy obiektyw by przeszkadzał, bo na pewno na wielu kadrach widziałabym ucięte nogi, ręce, piłki.

    • ja powyżej f/2.8 nie pracuję, ale myślę, że to też kwestia przyzwyczajenia. Ja w momencie jakbym kupiła np 70-200 to zdjęcia spod jednego kosza robiłabym z drugiego końca hali chyba :P

  • Ja zdecydowałam się na warsztaty fotografii dziecięcej. To będą moje pierwsze. Mam nadzieję, że nie będę żałować wydanych pieniędzy.

    • O, ciekawa jestem, kto je poprowadzi :-). Zdradzisz więcej szczegółów?