O drukowaniu zdjęć

Witajcie! Na Instagramie obiecałam Wam post na temat drukowania zdjęć. Gdy zajęłam się na dobre fotografią, nie myślałam o tworzeniu wersji papierowych moich kadrów. Nie przygotowywałam też plików dostosowanych do wydruku, a na dysku przechowywałam obrobione zdjęcia pomniejszone do rozmiaru 900x600px. Wychodziłam z założenia, że w zupełności wystarczą mi wersje elektroniczne. Kiedyś, w czasach aparatów analogowych, to co było na kliszy, musiało zostać wywołane w ciemni i  przeniesione na papier. Dziś, kiedy niemal każdy kadr można powtórzyć nieskończoną ilość razy, na dysku gromadzimy gigabajty plików, które w większości przypadków nigdy nie doczekają się wydruku.

O plikach zachowanych w dużych rozdzielczościach zaczęłam myśleć podczas przygotowywania pierwszego fotokalendarza. Wersje oryginalne zapisane miałam jedynie w formacie RAW, wersje obrobione były w rozmiarach zbyt małych, aby uzyskać dobrą jakość wydruku. Nic innego nie wchodziło w grę, jak ponowna obróbka, często różniąca się od wersji pierwotnej.

Moje myślenie ostatecznie zmieniło się, gdy zaczęłam drukować zdjęcia z sesji dziecięcych oddawanych klientom zarówno w formie elektronicznej (w dwóch formatach: dużym i mniejszym) jak i w wersji papierowej. Znalazłam internetowe laboratorium fotograficzne, z którego wydruków jestem bardzo zadowolona. Od tamtej pory staram się na bieżąco przenosić wspomnienia przechowywane na dysku na najlepszy jakościowo papier fotograficzny.

Jakie rozwiązania się u mnie sprawdziły, a jakie niekoniecznie, dowiecie się właśnie z tego wpisu. A więc zaczynamy przegląd.

Fotoalbumy

Początkowo planowałam prowadzić album zwany Project Life i pod tym kątem przygotowywałam zdjęcia do wydruku. Zakupiłam mini segregator, koszulki, karty z ozdobnymi napisami i grafikami oraz inne akcesoria, które zachwycają swoją różnorodnością. Czym jest Project Life możecie przeczytać m.in. u Aliny, Kasi oraz Magdy. Ostatecznie z tego pomysłu zrezygnowałam. Po pierwsze dlatego, że docięcie zdjęć nie wychodziło mi idealnie, koszulki są przezroczyste, więc zdjęcia można wkładać zarówno z jednej jak i z drugiej strony. Widać było tło zdjęcia znajdującego się po drugiej stronie, co nie do końca odzwierciedlało moją wizję. Pewnie dla bardziej dokładnych osób, taka forma byłaby idealna. Po drugie, zdjęcia umieszczone w koszulkach nie są tak ładnie wizualnie wyeksponowane, jak bez folii, więc postawiłam na coś zupełnie innego. W jednym z supermarketów trafiłam na fotoalbum z czarnymi twardymi stronami i to właśnie w nim postanowiłam umieścić wydrukowane zdjęcia. W związku z tym, że były przygotowywane pod Project Life, są w formie małych kwadratów, które wycinałam gilotynką z większych formatów (umieszczałam kilka kwadratów na jednym większym pliku, który potem wywoływałam na papierze błyszczącym). Ta forma też nie do końca mi się podoba, bo widać na brzegach białe ślady po rozcięciach. Mam gilotynkę, której ostrze się przesuwa i przez to cięcie nie jest idealnie gładkie. Zdecydowanie lepsza byłaby taka, która tnie od góry.

Zdjęcia drukowane z Instagrama

Zdjęcia z 2016 roku wywołałam już w zupełnie inny sposób. Aby nie bawić się w rozcinanie, docinanie, itp. skorzystałam z oferty firmy, która zajmuje się drukowaniem zdjęć prosto z Instagrama. Do wyboru są różne pakiety oraz wielkości. Wybrałam opcję 48 zdjęć w rozmiarze 6x6cm z białą ramką dookoła. Była też opcja 24 kadrów 10x10cm i chyba w przyszłości będę wywoływać właśnie w takim formacie. Jest to najprostsza z form drukowania. Wymaga podania adresu profilu na Instagramie, zdjęcia ładowane są automatycznie, a do nas należy jedynie wybór kadrów do druku. Jakością jestem zachwycona. Papier w dotyku przypomina aksamit, nie zostają na nim ślady palców, kontrast i odwzorowanie kolorów jest bez zarzutu. Cenowo taki wydruk wychodzi drożej niż wydruk na papierze jedwabnym w fotolabie, ale myślę, że raz na jakiś czas można zdecydować się na taką formę prezentacji wspomnień.

Fotokalendarze

Trzeci rok z rzędu przygotowuję fotokalendarze. Pierwszy projekt tworzyłam sama w Photoshopie i drukowałam w drukarni. Nie było to optymalne rozwiązanie. Okazało się, że nie ma opcji zamówienia wydruku na sprężynce, w grę wchodziło jedynie bindowanie. Po drugie przygotowanie projektu ze wszystkimi datami jest bardzo czasochłonne. Dlatego rok później zdecydowałam się na skorzystanie z gotowych rozwiązań. Wiele firm drukuje kalendarze, do zamawiającego należy wyłącznie wgranie zdjęć i wybranie szablonu. Metodą prób i błędów trzeba znaleźć taką ofertę, która spełni nasze oczekiwania. Nie zawsze wychodzi idealnie, zdarzały się już niedodrukowane fragmenty na stronach, pogniecione w przesyłce rogi (czyli niewłaściwe zabezpieczenie produktów przez sprzedawcę), czy kolory niezgodne z tym, czego oczekiwałam (różowe zafarby na białym, zielone na szarym).

Wydruki plakatów

Plakaty do ramek zamawiam w laboratorium fotograficznym. Jest dużo formatów do wyboru, więc można dostosować wymiary w zależności od potrzeb. Polecam papier jedwabny. Próbowałam robić próbne wydruki w drukarni na papierze kredowym, jakość papieru jedwabnego z fotolabu jest zdecydowanie lepsza niż to, co można otrzymać z drukarni (kolory, kontrast, struktura, itp.).

Odbitki z sesji

Kadry z sesji dziecięcych wywołane są na papierze jedwabnym. Przygotowuję je do druku w formacie 15x21cm i wybieram opcję z białą ramką dookoła. Są dwa rodzaje papieru jedwabnego: Kodak i Fuji. Ten drugi jest droższy, ale jest lepszy jakościowo, ma inną strukturę i daje bardziej nasycone kolory.

Zakładki do książek

Niektóre ze zdjęć zagościły też na zakładkach do książek. One również wywołane zostały na papierze jedwabnym, bo wydruki z drukarni wyszły za ciemne i zbyt mało kontrastowe. Te drukowane na papierze Fuji  w fotolabie są idealne :-). Usztywniam je na odwrocie papierem ozdobnym z wyciętą koronką na brzegach, co dodatkowo pełni funkcję dekoracyjną.

Drukujecie swoje zdjęcia? Jeśli tak, to w jakich formatach i na jakim papierze?

 

 

  • Wojcieh Gotkiewicz

    Kiedyś próbowałem drukować we własnym zakresie i było to … dosyć żałosne:) Teraz, jeżeli potrzebujemy dobrych odbitek korzystamy z pomocy pewnej profesjonalnej pracowni (tak, jak cała reszta fotografujących Olsztyniaków:)) Nie mam pojęcia o papierze. Najczęściej zamawiamy odbitki „budżetowe”, czyli 30×40. A tak przy okazji. Czy mogłabyś polecić jakąś firmę drukującą fotoksiążki?

    • Fotoksiążek nigdy nie drukowałam. Na warsztatach widziałam przykładowe wydruki Saal Digital i wyglądały bardzo profesjonalnie. Wiem, że mają ofertę dla bloggerów – wydruk fotoksiążki w zamian za recenzję na blogu. Poszukaj profilu na fb, może nadal istnieje taka możliwość.

      • Wojcieh Gotkiewicz

        Dziękuję za namiar. Zajrzę tam jeszcze dziś.

  • Iwona Gotkiewicz

    Do poniższej wypowiedzi mogę dodać jedynie, że ja drukuję 30×45:), bo ten format według mnie jakoś lepiej się komponuje. Wywołuję zdjęcia dość często i regularnie, aby nie odczuć zbytnio jednorazowych kosztów. Najtrudniejszym dla mnie tematem do drukowania, a raczej przygotowywania zdjęć do wydruku są wschody i zachody słońca, ze względu na kontrasty i przekoloryzowanie takich barw jak czerwień, czy pomarańcz. Gdybyś kiedyś chciała zająć się tym tematem, to z największą przyjemnością o tym poczytam. Bardzo spodobały mi się zakładki do książek – są piękne! To super fajny pomysł na prezent. To jest wywoływane na takim formacie? Jak to zrobić i gdzie?

    • W fotolabie, w którym wywołuję zdjęcia, wszystkie barwy wychodzą dokładnie takie, jakie widzę na monitorze graficznym, choć nie jest on skalibrowany. Nie wywoływałam chyba aż tak kontrastowych kolorów, jak czerwień czy pomarańcz, więc nie wiem, jak one by się prezentowały na wydrukach.
      Zakładki przygotowuję w ten sposób, że na jednym pliku umieszczam kilka wzorów i drukuję większy format, a potem wycinam. Projekt robię w Photoshopie dokładnie ustalając wymiary końcowego pliku oraz podział mniejszych fragmentów. Po wycięciu pojedynczej zakładki, specjalnym dziurkaczem zaokrąglam rogi, a drugą stronę wzmacniam ozdobnym papierem do scrapbookingu.

      • Iwona Gotkiewicz

        To trochę roboty jest, ale warto, bo są piękne! Może kiedyś spróbuję, jak będę miała wolną chwilę – czyli chyba na emeryturze:):):).

        • Troszkę czasu zabierają, ale efekt końcowy wynagradza trudy. Czasami niestety zdarza mi się jakąś zepsuć, bo podczas rozcinania gdzieś mi się coś krzywo utnie.

  • Świetny wpis – my mamy tysiące zdjęć psiaków i zawsze jest problem ”jak je utrwalić”? Próbowaliśmy albumów tradycyjnych, fotoksiążek i fotoramek. Teraz zainteresowaliśmy się zdjęciami drukowanymi na płótnie w formie obrazu – wygląda świetnie.

    Czasami lepiej mieć mniej zdjęć, ale w dobrej formie niż sto w albumie :)

    • Fotoobrazy też już drukowałam :-). W albumach umieszczam takie mini wersje wszystkich najlepszych kadrów z danego roku, żeby mieć wgląd do nich, bo czasem na stronach są zapisane w różnych miejscach i nie o wszystkich się pamięta (część na fb, część na instagramie, czasem coś do portfolio trafi). Natomiast duże wersje z ulubionymi kadrami lądują zawsze na ścianie w formie fotokalendarza.